KRYM

2005

KRYM - Wrażenia z wakacji 2005

POGODA JAŁTA
GISMETEO.RU: Zobacz więcej

Kurs Hrywny

Hyrwna - UAH 1 UAH = 0 PLN Złoty - PLN
2014-12-22 NBP
Bezkresy Krym
Krym
Krym - relacja z wyprawy 2005
krym
Katalog stron
Krym
Darmowy hosting firmy OVH
krym

WSTĘP

Nasza wyprawa na Krym i Ukrainę przypadła na przełomie lipca i sierpnia 2005 roku. Byliśmy tam prawie dwa tygodnie po drodze odwiedzając takie miejscowości jak Lwów, Odessa, Symferopol, Sewastopol, Bakczysaraj, Jałta, Sudak, i wracając stolicę Ukrainy - Kijów. Na stronie znajdziesz relacje z tej wyprawy (nasze podróże po Krymie, zdjęcia, opisy) które mam nadzieję zachęcą Cię do odwiedzenia tego pięknego zakątka Ukrainy, jakim jest Krym.

PRZYGOTOWANIA

Po udanych wakacjach w Pradze 2003 i Budapeszcie 2004, w maju szukaliśmy ciekawego i niedrogiego miejsca na tegoroczne wakacje. Były różne plany ale wygrała propozycja mojego kuzyna młodego - "Jedziemy na Krym!". Po przeczytaniu paru relacji o podróży na KRYM pociągiem i problemach z dostaniem biletu na pociąg we Lwowie, postanowiliśmy że jedziemy samochodem. Teraz wiem że był to nie tylko wygodny wariant ale i chyba najtańszy - ropa w tym czasie na Ukrainie kosztowała średnio 3.15 hr za litr. Przejechaliśmy po Ukrainie gdzieś 4000km przy średnim spalaniu 5.5l daje to jakieś 700hr - niecałe 500zł na paliwo!
Ponieważ samochód nie był zarejestrowany na nikogo z nas aby przekroczyć granicę Ukraińską teoretycznie potrzebne są: notarialne potwierdzona umowa użyczenia samochodu, do tego przetłumaczona przez tłumacza przysięgłego na język ukraiński (koszt koło 180zł).W praktyce na granicy Polsko-Ukraińskiej nikt od nas takich dokumentów nie wymagał.

Tomek zorganizował jakieś mapy drogowe Ukrainy i przewodnik Krym - Półwysep rozmaitości - przewodnik wyd. bezdroża.com "Krym - Półwysep rozmaitości" wydawnictwa bezdroża, który według mnie był całkiem dobry i dużo nam pomógł. Jeszcze apropo map, osoby które nie znają rosyjskiego powinny kupić takie aby nazwy miast były zapisane również w ukraińskim/rosyjskim alfabecie. Jeżeli ktoś tak jak my nigdy nie miał styczności z rosyjskim to radzę kupić jakieś mini rozmówki Polsko-Rosyjskie. Nam się nie udało - chociaż dzięki temu spotkało nas wiele zabawnych sytuacji. Po polsku dogadamy się tylko przy granicy, trochę we Lwowie ale czym dalej od granicy tym ciężej. Podobnie z angielskim w większych miastach było jeszcze jako tako ale już na samym Krymie szanse są bardzo małe.

WYRUSZAMY

Krym 2005 - wyprawa ruszyła Razem z gumisiem dojechaliśmy do młodego pociągiem w nocy z soboty na niedziele. Rano po małym śniadanku ruszamy samochodem z Białegostoku w kierunku Lublin-Zamość. Pogoda nie wróżyła niczego dobrego miejscami padało ogólnie było pochmurnie. W Lublinie zrobiliśmy jeszcze wspólne zakupy - jakieś puszki i napoje na drogę. Z godzinę zajęło nam szukanie butli z palnikiem. Zadowoleni kupiliśmy jeszcze rondelek i patelnie. Jak się okazało pod Lwowem butle sprzedaje się puste i do tego nasze mają jakiś inny standard i nie da się ich napełnić na miejscu.

NA GRANICY

Na przejście graniczne dotarliśmy około 16. Strasznie wolna Kolejka na granicyodprawa ponoć można było to przyśpieszyć za 20$ ale grając w karty jakoś nam zleciało. Po minięciu polskiej granicy dostaliśmy jakieś karteczki gdzie trzeba było wypełnić cel podróży i adres. Celnik podał nam ulice w Jałcie i niby tam jechaliśmy. Później już te karteczki do niczego nie były potrzebne. Kontrola celna ograniczyła się do otwarcia bagażnika.
Zaraz po minięciu granicy stał koleś ubrany w mundur podobny do celników zatrzymywał samochody z obcą rejestracją i próbował wcisnąć jakieś ubezpieczenie. Upewniliśmy się w przewodniku że już nie jest obowiązkowe i po prostu odjechaliśmy. W sumie na granicy spędziliśmy jakieś 5 godzin!.

W DRODZE DO LWOWA

Za granicą zadziwiła nas ilość stacji paliw - średnio chyba co 2km i to po obu stronach. Ceny paliw na Krymie Cena śmieszna, jak dobrze pamiętam 3.15hr za ropę. Zatankowaliśmy do pełna i ruszyliśmy w kierunku Lwowa. Pora wspomnieć o Ukraińskich drogach, generalnie są szerokie ale nawierzchnia beznadziejna zdarzają się nieoznakowane dziury bądź muldy na których przy 90 można urwać koło. Poza tym pasy są malowane chyba zwykłą farbą i nie odbijają świateł w nocy a słupków nie ma wcogóle. Lokalni kierowcy jeżdżą bez swiateł do późnych godzin a niektórzy w nocy na postojowych, za to zawsze mają zapalone niebieskie diody wmontowane w różne miejsca - tuning by Ukraina ;). Większość samochodów to starsze lub nowsze Łady i Wołgi (czasem tak przekoszone że jeżdzą do przodu bokiem) za to kierowcy sami rajodwcy. Jazda w takich warunkach w nocy wykańcza po 3-4 godzinach mimo iż nikt z nas nie ma problemów z wzrokiem.

LWÓW

Pomnik Adama Mickiewicza we Lwowie Do Lwowa przyjechaliśmy bardzo późno i mieliśmy nadzieję na jakiś nocleg. Po godzinnym błądzeniu po mieście trafiliśmy na dworzec gdzie wymieniliśmy pieniądze i kupiliśmy plan miasta. Noclegu o tej godzinie nie mogliśmy załatwić troche pokręciliśmy się po mieście, gumiś z młodym mieli ochote na imprezkę ale ostatecznie postanowiliśmy się przespać w samochodzie na jakiejś stacji. Kamienice we Lwowie Znowu z godzinę jeździliśmy szukając odpwiedniej gdy wkońcu znaleźliśmy to po 10 min ochrona się coś nie spodobało i musieliśmy się przenosić. Na następnej próbowaliśmy się przespać ale też nie wytrzymaliśmy zbyt długo. Koło 1 w nocy postanowiliśmy jechać dalej. Mimo że mieliśmy mapę, żeby wyjechać z Lwowa potrzebowaliśmy pilotującego nasz taksówkarza. Kawałek za miastem znaleźliśmy beznadziejny motel w którym spędziliśmy pierwszą noc. Rano wracając do Lwowa zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu chcieliśmy zrobić herbatkę i zjeść śniadanie - tu właśnie się okazało że butla którą kupiliśmy jest pusta!. Przebieranie pod muzeum Broni Wkoncu dotarliśmy do miasta. Oznaczyliśmy na mapie gdzie zostawiamy samochód i ruszamy. Zwiedzanie rozpoczeliśmy od piwka na placu przy klasztorze Bernardynów. Później odwiedziliśmy pomnik Mickiewicza, spacer po starym mieście. Apteka-muzeum - stara kasa Przypakiem trafilismy do muzemu broni, tak dokładniej to pod to muzeum bo do środka nie weszliśmy. Przy muzeum można było za 10hr przebrać się w ciekawe stroje i zrobić bekowe foty - Gumiś przebrał się w niemiecki mundur (który był o 3 rozmiary za mały), ten co ja wybrałem był jeszcze mniejszy więc został mi do wyboru ekwipunek rycerza. W tym czasie młody spotkał Polaków którzy podsuneli nam jeszcze pare pomysłów między innymi odwiedzenie apteki muzeum. Lwow widok z góry zamkowej W jej poszukiwaniu przeszliśmy starówkę 3 razy wzdłuż i wszerz ale wkońcu trafiliśmy. Wejście z normalnej apteki za 2hr od osoby, kilka fotek w środku i wracamy. Pogoda dopisywała a upał powoli dawał się we znaki więc była to najwyższa pora na następne piwko a korzystając z okazji zamówiliśmy do niego pizze peperoni. Obiadek całkiem całkiem tylko troche przesadzili z papryką, za to cena super 58hr piwko+pizze. Następnie planowaliśmy odwiedzić polecony skansen ale nie udało się go zlokalizować. Wycieńczeni wdrapaliśmy się jeszcze na zamkową górę z której można podziwiać panoramę Lwowa, pare fotek i wracamy do samochodu. Po drodze jeszcze małe zakupy i nareszcie w samochodzie. Wszyscy byliśmy wykończeni - jak na pierwszy dzień chyba troche przegieliśmy z chodzeniem.

MIĘDZY LWOWEM A ODESSĄ

Za drugim razem miasto opuściliśmy bez większych problemów. Ale nie zajechaliśmy za daleko. Zmęczeni pieszymi wędrówkami zatrzymaliśmy się na polu przy drodze wylotowej. Śpiworki i chwila odpoczynku. Później z gumisiem wciągamy młodego w jaskinie hazardu - partyjka Texasa. Jeszcze troche laby i ruszamy w kierunku Umanu. Nocna jazda Zatrzymaliśmy się jeszcze chyba w Ternopolu na jakiejś zaporze wodnej. W między czasie zrobiło się ciemno. Pare godzin jazdy i Dotarliśmu do Umanu. Było już bardzo późno a my znów krążyliśmy po mieście szukając drogi wyjazdowej do Odessy. Warto wspomnieć że na Ukrainie normalną sprawą jest że wjeżdża się główną trasą do miasta i później jesteśmy zdani na siebie - prawie żadnych drogowskazów (pomijając te przysłonięte drzewem albo reklamami). Na szczęście dotarło już do nas że trzeba próbować się porozumieć z miejscowymi, pokazywaliśmy palcem na mapie gdzie chcemy jechać później było simafor, prega premo, cimafor prawo, premo premo..., udało się! Za miastem Tomek był już chyba trochę zmęczony;) bo po dziwnie oznakowanej krzyżówce jechaliśmy kawałek chyba pod prąd - nasz pierwszy kontakt z przedstawicielami prawa. Zatrzymali nas gdzies o 2 w nocy. Nocna jazda 2 Byłem troche przestraszony bo mieli zgaszone światła samochód jakiś dziwny ale uspokoiły mnie niebieskie tablice rejstracyjne (chyba wszystkie samochody policyjne takie mają). Tomek negocjował z 20 min po czym wrócił do samochodu powiedział że za dużo ich nie rozumiał ale kosztowało to nas 20$. Zmiana kierowcy i jedziemy dalej. Gumiś jako że nie prowadził to za dużo się nie przejmował drogą ani mapami i zwykle po 5 minutach spał. My z młodym wymęczyliśmy jeszcze z 2 godziny i wkońcu zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu przy drodze. Mieliśmy śpiwory ale nikt nie chciał spać na zewnątrz więc jakoś ułożyliśmy się w samochodzie (w Corolli w 3 osoby śpi się raczej średnio wygodnie). Zanim poszliśmy spać jakiś zaradny biznesmen skasował nas 5hr. Wtorek, wstaliśmy koło 11 - tak grzało że nie wytrzymaliśmy dłużej w samochodzie. Poranna toaleta i troche wygłodzeni ruszamy dalej w strone Krymu. Do Odessy zostało około 100km.

GL chorwacja

1 | 2 | 3 | 4 | 5

redgda 2005
krym| podróże | wyprawa na krym | Ukraina