

Kurs Hrywny
 1 UAH = 0 PLN 
2009-11-22 NBP








|
Nasza wyprawa na Krym i Ukrainę przypadła na przełomie lipca i sierpnia 2005 roku. Byliśmy tam prawie dwa tygodnie po drodze odwiedzając takie miejscowości jak Lwów, Odessa, Symferopol, Sewastopol, Bakczysaraj, Jałta, Sudak, i wracając stolicę Ukrainy - Kijów. Na stronie znajdziesz relacje z tej wyprawy (nasze podróże po Krymie, zdjęcia, opisy) które mam nadzieję zachęcą Cię do odwiedzenia tego pięknego zakątka Ukrainy, jakim jest Krym.
Po udanych wakacjach w Pradze 2003 i Budapeszcie 2004, w maju szukaliśmy ciekawego i niedrogiego miejsca na tegoroczne wakacje. Były różne plany ale wygrała propozycja mojego kuzyna młodego - "Jedziemy na Krym!". Po przeczytaniu paru relacji o podróży na KRYM pociągiem i problemach z dostaniem biletu na pociąg we Lwowie, postanowiliśmy że jedziemy samochodem. Teraz wiem że był to nie tylko wygodny wariant ale i chyba najtańszy - ropa w tym czasie na Ukrainie kosztowała średnio 3.15 hr za litr. Przejechaliśmy po Ukrainie gdzieś 4000km przy średnim spalaniu 5.5l daje to jakieś 700hr - niecałe 500zł na paliwo!
Ponieważ samochód nie był zarejestrowany na nikogo z nas aby przekroczyć granicę Ukraińską teoretycznie potrzebne są: notarialne potwierdzona umowa użyczenia samochodu, do tego przetłumaczona przez tłumacza przysięgłego na język ukraiński (koszt koło 180zł).W praktyce na granicy Polsko-Ukraińskiej nikt od nas takich dokumentów nie wymagał.
Tomek zorganizował jakieś mapy drogowe Ukrainy i przewodnik "Krym - Półwysep rozmaitości" wydawnictwa bezdroża, który według mnie był całkiem dobry i dużo nam pomógł. Jeszcze apropo map, osoby które nie znają rosyjskiego powinny kupić takie aby nazwy miast były zapisane również w ukraińskim/rosyjskim alfabecie. Jeżeli ktoś tak jak my nigdy nie miał styczności z rosyjskim to radzę kupić jakieś mini rozmówki Polsko-Rosyjskie. Nam się nie udało - chociaż dzięki temu spotkało nas wiele zabawnych sytuacji. Po polsku dogadamy się tylko przy granicy, trochę we Lwowie ale czym dalej od granicy tym ciężej. Podobnie z angielskim w większych miastach było jeszcze jako tako ale już na samym Krymie szanse są bardzo małe.
Razem z gumisiem dojechaliśmy do młodego pociągiem w nocy z soboty na niedziele. Rano po małym śniadanku ruszamy samochodem z Białegostoku w kierunku Lublin-Zamość. Pogoda nie wróżyła niczego dobrego miejscami padało ogólnie było pochmurnie. W Lublinie zrobiliśmy jeszcze wspólne zakupy - jakieś puszki i napoje na drogę. Z godzinę zajęło nam szukanie butli z palnikiem. Zadowoleni kupiliśmy jeszcze rondelek i patelnie. Jak się okazało pod Lwowem butle sprzedaje się puste i do tego nasze mają jakiś inny standard i nie da się ich napełnić na miejscu.
Na przejście graniczne dotarliśmy około 16. Strasznie wolna odprawa ponoć można było to przyśpieszyć za 20$ ale grając w karty jakoś nam zleciało. Po minięciu polskiej granicy dostaliśmy jakieś karteczki gdzie trzeba było wypełnić cel podróży i adres. Celnik podał nam ulice w Jałcie i niby tam jechaliśmy. Później już te karteczki do niczego nie były potrzebne. Kontrola celna ograniczyła się do otwarcia bagażnika.
Zaraz po minięciu granicy stał koleś ubrany w mundur podobny do celników zatrzymywał samochody z obcą rejestracją i próbował wcisnąć jakieś ubezpieczenie. Upewniliśmy się w przewodniku że już nie jest obowiązkowe i po prostu odjechaliśmy. W sumie na granicy spędziliśmy jakieś 5 godzin!.
Za granicą zadziwiła nas ilość stacji paliw - średnio chyba co 2km i to po obu stronach.
Cena śmieszna, jak dobrze pamiętam 3.15hr za ropę. Zatankowaliśmy do pełna i ruszyliśmy w kierunku Lwowa. Pora wspomnieć o Ukraińskich drogach, generalnie są szerokie ale nawierzchnia beznadziejna zdarzają się nieoznakowane dziury bądź muldy na których przy 90 można urwać koło. Poza tym pasy są malowane chyba zwykłą farbą i nie odbijają świateł w nocy a słupków nie ma wcogóle. Lokalni kierowcy jeżdżą bez swiateł do późnych godzin a niektórzy w nocy na postojowych, za to zawsze mają zapalone niebieskie diody wmontowane w różne miejsca - tuning by Ukraina ;). Większość samochodów to starsze lub nowsze Łady i Wołgi (czasem tak przekoszone że jeżdzą do przodu bokiem) za to kierowcy sami rajodwcy. Jazda w takich warunkach w nocy wykańcza po 3-4 godzinach mimo iż nikt z nas nie ma problemów z wzrokiem.
Do Lwowa przyjechaliśmy bardzo późno i mieliśmy nadzieję na jakiś nocleg. Po godzinnym błądzeniu po mieście trafiliśmy na dworzec gdzie wymieniliśmy pieniądze i kupiliśmy plan miasta. Noclegu o tej godzinie nie mogliśmy załatwić troche pokręciliśmy się po mieście, gumiś z młodym mieli ochote na imprezkę ale ostatecznie postanowiliśmy się przespać w samochodzie na jakiejś stacji.
Znowu z godzinę jeździliśmy szukając odpwiedniej gdy wkońcu znaleźliśmy to po 10 min ochrona się coś nie spodobało i musieliśmy się przenosić. Na następnej próbowaliśmy się przespać ale też nie wytrzymaliśmy zbyt długo. Koło 1 w nocy postanowiliśmy jechać dalej. Mimo że mieliśmy mapę, żeby wyjechać z Lwowa potrzebowaliśmy pilotującego nasz taksówkarza. Kawałek za miastem znaleźliśmy beznadziejny motel w którym spędziliśmy pierwszą noc. Rano wracając do Lwowa zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu chcieliśmy zrobić herbatkę i zjeść śniadanie - tu właśnie się okazało że butla którą kupiliśmy jest pusta!.
Wkoncu dotarliśmy do miasta. Oznaczyliśmy na mapie gdzie zostawiamy samochód i ruszamy. Zwiedzanie rozpoczeliśmy od piwka na placu przy klasztorze Bernardynów. Później odwiedziliśmy pomnik Mickiewicza, spacer po starym mieście.
Przypakiem trafilismy do muzemu broni, tak dokładniej to pod to muzeum bo do środka nie weszliśmy. Przy muzeum można było za 10hr przebrać się w ciekawe stroje i zrobić bekowe foty - Gumiś przebrał się w niemiecki mundur (który był o 3 rozmiary za mały), ten co ja wybrałem był jeszcze mniejszy więc został mi do wyboru ekwipunek rycerza. W tym czasie młody spotkał Polaków którzy podsuneli nam jeszcze pare pomysłów między innymi odwiedzenie apteki muzeum.
W jej poszukiwaniu przeszliśmy starówkę 3 razy wzdłuż i wszerz ale wkońcu trafiliśmy. Wejście z normalnej apteki za 2hr od osoby, kilka fotek w środku i wracamy. Pogoda dopisywała a upał powoli dawał się we znaki więc była to najwyższa pora na następne piwko a korzystając z okazji zamówiliśmy do niego pizze peperoni. Obiadek całkiem całkiem tylko troche przesadzili z papryką, za to cena super 58hr piwko+pizze. Następnie planowaliśmy odwiedzić polecony skansen ale nie udało się go zlokalizować. Wycieńczeni wdrapaliśmy się jeszcze na zamkową górę z której można podziwiać panoramę Lwowa, pare fotek i wracamy do samochodu. Po drodze jeszcze małe zakupy i nareszcie w samochodzie. Wszyscy byliśmy wykończeni - jak na pierwszy dzień chyba troche przegieliśmy z chodzeniem.
Za drugim razem miasto opuściliśmy bez większych problemów. Ale nie zajechaliśmy za daleko. Zmęczeni pieszymi wędrówkami zatrzymaliśmy się na polu przy drodze wylotowej. Śpiworki i chwila odpoczynku. Później z gumisiem wciągamy młodego w jaskinie hazardu - partyjka Texasa. Jeszcze troche laby i ruszamy w kierunku Umanu.
Zatrzymaliśmy się jeszcze chyba w Ternopolu na jakiejś zaporze wodnej. W między czasie zrobiło się ciemno. Pare godzin jazdy i Dotarliśmu do Umanu. Było już bardzo późno a my znów krążyliśmy po mieście szukając drogi wyjazdowej do Odessy. Warto wspomnieć że na Ukrainie normalną sprawą jest że wjeżdża się główną trasą do miasta i później jesteśmy zdani na siebie - prawie żadnych drogowskazów (pomijając te przysłonięte drzewem albo reklamami). Na szczęście dotarło już do nas że trzeba próbować się porozumieć z miejscowymi, pokazywaliśmy palcem na mapie gdzie chcemy jechać później było simafor, prega premo, cimafor prawo, premo premo..., udało się! Za miastem Tomek był już chyba trochę zmęczony;) bo po dziwnie oznakowanej krzyżówce jechaliśmy kawałek chyba pod prąd - nasz pierwszy kontakt z przedstawicielami prawa. Zatrzymali nas gdzies o 2 w nocy.
Byłem troche przestraszony bo mieli zgaszone światła samochód jakiś dziwny ale uspokoiły mnie niebieskie tablice rejstracyjne (chyba wszystkie samochody policyjne takie mają). Tomek negocjował z 20 min po czym wrócił do samochodu powiedział że za dużo ich nie rozumiał ale kosztowało to nas 20$. Zmiana kierowcy i jedziemy dalej. Gumiś jako że nie prowadził to za dużo się nie przejmował drogą ani mapami i zwykle po 5 minutach spał. My z młodym wymęczyliśmy jeszcze z 2 godziny i wkońcu zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu przy drodze. Mieliśmy śpiwory ale nikt nie chciał spać na zewnątrz więc jakoś ułożyliśmy się w samochodzie (w Corolli w 3 osoby śpi się raczej średnio wygodnie). Zanim poszliśmy spać jakiś zaradny biznesmen skasował nas 5hr. Wtorek, wstaliśmy koło 11 - tak grzało że nie wytrzymaliśmy dłużej w samochodzie. Poranna toaleta i troche wygłodzeni ruszamy dalej w strone Krymu. Do Odessy zostało około 100km.
|