KRYM

2005

KRYM - Wrażenia z wakacji 2005

Bezkresy Krym
Krym
Krym - relacja z wyprawy 2005
krym
Katalog stron
Krym
Darmowy hosting firmy OVH
krym

ODESSA

Odessa korki Środa. Do Odessy wjeżdżamy bardzo ładną, szeroką drogą - co z tego, zaraz po przekroczeniu granic miasta cały ruch się korkuje na wszystkich pasach. Kierowcy wyczyniają cuda żeby szybciej dotrzeć do celu, do tego znowu grzeje, czujnik w samochodzie pokazuje 34 stopnie, klimatayzacja w korku się nie wyrabia. Odessa - plaża Gumiś się obudził i razem jakoś z planem miasta z przewodnika opuszczamy centrum zatrzymując sie niedaleko delfinarium przy bliżej niezidentyfikowanym pomniku nad morzem, w tle port i ogromny terminal kontenerowy. Głód męczy coraz bardziej kupiliśmy następną mapę do naszej kolekcji i wracamy do centrum. Rozmieniliśmy troche dolarów a później trafiliśmy do całkiem dobrze zapowiadającej się "restauracji". Zjedliśmy jakieś sałatki, a na główne danie jakieś mięso do tego oczywiście zimne piwko. Za nami siedziała ukrainka i do śniadania zamówiła szklanke wódki! Kelnerka chyba wykorzystała to że nie rozumieliśmy nic z tego menu i zapłaciliśmy dość dużo jak na Ukrainę - kolo 100hr,ale chociaż było smaczne. Dworzec w Odessie, z noclegu nici... Najedzeni ruszyliśmy na miasto, pokrążyliśmy trochę ale nic ciekawego nie wpadło nam w oko. Dotarliśmy na dworzec, gdzie znaleść kwatere na 1 noc. Niestety jak na jedną noc to babuszki nie chciały z nami rozmawiać (a gumiś tak się starał z tymi rozmówkami w przewodniku...), jedna rzuciła na odczepnego 40$! Na samym dworcu jest jeszcze jakiś hotel/noclegownia ale ceny wyglądają podobnie. Szybko zmieniliśmy plany - czas się wykąpać. Podjechaliśmy kawałek samochodem żeby później już do niego nie wracać i ruszyliśmy na plażę.Wóz strażacki na sygnale w korku I kolejny raz zaskoczenie plaża 2 pkt w skali [1-10], pewnie gdzieś były ładniejsze bo nie wierze żeby ta przyciągała turystów. Śmieci, brudny piasek i do tego nie ma gdzie rozłożyć ręcznika. Gdyby nie fakt że ostatni prysznic wzieliśmy w motelu pod Lwowem pewnie nawet byśmy się nie wykąpali. Woda oczywiście ciepła ale pływanie w tak słonym morzu nie jest przyjemne. Zmęczeni wracamy, małe zakupy w markecie i z konieczności opuszczamy Odessę.

Z ODESSY DO SYMFEROPOLA

W drodze do Symferopola W ta trasę ruszamy kolo 17 więc teoretycznie powinno być więcej jazdy w dzień. Na starcie kłody pod nogi - przy wyjeździe z miasta godzina stania w korkach, udajemy się na Mykolaiv i Kherson. Trasa do Kherson jest dość ciekawa miejscami dookoła były jeziora/morze a pośrodku droga. O 19 zatrzymujemy się na bocznej trasie żeby zjeść kolację. Woda z dwóch stron Dziś w karcie mamy jak zwykle kanapki z mielonką ;). Do tego po pomidorku w ręke. Za stół służy nam maska toyoty. Po kolacji jeszcze toaleta i suma sumarum znów będziemy jechać w nocy. Nie pamiętam ile czasu jechaliśmy wiem napewno że w Kherson byliśmy w nocy i znów błądziliśmy. Z Kherson do Symferopola jest koło 250km, jednak bogatsi w doświadczenia z poprzednich nocnych odcinków w połowie drogi zatrzymujemy się na nocleg. Kolacja na masce Zatrzymaliśmy się na poboczu głównej trasy do stolicy Krymu, sądząc że tak będzie bezpieczniej. Ruch na tej trasie jest tak duży że nawet bardzo zmęczeni długo zasypialiśmy. W środku nocy obudził mnie jakiś samód który zatrzymał się tuż obok nas i wysiadło z niego dwóch typków. Obudziłem resztę i chcieliśmy już wiać ale okazało się że oni również chcieli odpocząć w tym miejscu. Duży ruch i oślepiające światła tirów zmusiły nas do przestawienia samochodu na drugą stronę drogi - było troche dalej od asfaltu. Wypalanie pól Pamiętam jeszcze że gumisiowi było tak duszno, że postanowił spać na dworzu, nad ranem jednak zmarzł i wrócił do samochodu. Jak wstaliśmy okazało się że spał na piasku przy drodze, wyglądał prawie jakby wrócił z kopalni ;). Środa, mimo trudności wyspaliśmy się i troche po 7 rano ruszyliśmy wkońcu na granicę Krymu. Zapomnieliśmy, że w nocy przestawialiśmy samochód i kawałek jechaliśmy spowrotem do Kherson. Granicę Krymu przekracza się nie opuszczając samochodu, zatrzymując się tylko na stopie. Upragniony Krym! Chwile później trafiamy na wypalanie pól, nikt tego nie kontroluje palą się ogromne obszary zadymiając ładny odcinek drogi. Koło 10 dojeżdżamy do Symferopola.

SYMFEROPOL

Symferopol dworzec Do stolicy Krymu znów wjeżdżamy w korku, jednak nie takim jak w Odessie. Samochód parkujemy 100m od dworca, przez ociąganie młodego płacimy za prakowanie. Po drodze kierowcy busów namawiają nas na transport - można dojechać praktycznie w każde ważniejsze miejsce Krymu. Na dworcu pare fotek, gumiś chciał sprawdzić jakie ceny noclegów ale znów nie mogliśmy się dogadać, zresztą w Symferopolu nie ma po co zatrzymywać się dłużej niż na pare godzin. W pobliżu dwroca nie mogliśmy znaleść żadnego dobrze zaopatrzonego sklepu, ale udało się kupić coś na śniadanie. Symferopol dworzec W naszych planach było jeszcze napełnienie butli gazowej. W przewodniku jest podana ulica, na której ponoć można napełnić butlę. Kupiliśmy mapę i jedziemy jak najbliżej się dało, młody zostaje przy samochodzie a my szukać tego miejsca. Po dotarciu okazuję się że jest to sklep ze sprzętem alpinistycznym. Można jedynie kupić jednorazową butlę z palnikiem za coś około 200hr komplet. Ale ekspedientki pokazują nam na mapie następny punkt. Wracać do samochodu nie było sensu, poszliśmy tam z buta na miejscu się okazało że nic z tego. W sumie błądziliśmy bez sensu po mieście przez godzinę, temperatura grubo powyżej 30 - miałem dość. Wracamy do młodego i opuszczamy miasto. Z jogurtami, dżemem i bułeczkami zatrzymujemy się w jakimś polu na śniadanko. Uliczka - w poszukiwaniu miejsca napełniania butli Pół godzinki i ruszamy dalej - wjeżdżamy do Bakczysaraj'u. Nie wiem jak to zrobiliśmy ale nawet w tej małej mieścinie dworca szukaliśmy z 20 min ;). Na dworcu nic nie załatwiliśmy, Gumiś wyczytał w przewodniku o tanim hotelu - nie był taki tani 40hr od osoby a w środku beznadzieja. Zmęczeni już tą tułaczką darujemy sobie narazie zwiedzanie Bakczysaraj'u (młody namawia nas na turecką sziszke) ale nie daliśmy siś skuśić - jedziemy dalej w kierunku Sewastopola.

SEWASTOPOL cz.I

Prom Insignia W Sewastopolu podjeżdżamy pod sam port, ktoś próbuje nas naciągnąć na opłate za parking ale gdy w pobliżu pojawiają się policjanci zmienia się w przewodnika. Ruszamy w kierunku wody, w porcie przycumowany był pokaźnych rozmiarów prom wycieczkowy Insignia. Sewastopol to siedziba floty czarnomorskiej, a nawet dwóch - rosyjskiej i ukraińskiej. Ponadto mieliśmy szczęście, w sobotę i niedzielę odbywały się wspólne manewry obu flot więc okrętów przybywało z każdym dniem. Pomnik ku czci Zatopionych Okrętów Po drodze zaczepił nas właściciel jakiejś łodzi, proponuje mini-rejs po porcie - nie daliśmy się namówić, teraz żałuje bo później jakoś już nie mieliśmy okazji. 200m od pomnika "Zatopionych Okrętów" jest betonowy bulwar gdzie można się wykąpąć. Troche popływaliśmy, troche opalaliśmy na betonowym bulwarze ;). Wracając jeszcze wstąpiliśmy na piwko w pobliskim pubie. Później bez większych problemów dotarliśmy na dworzec, w poszukiwaniu jakiegoś lokum. Widok na morze Czarne z tarasu u Saszki Pierwszy raz mieliśmy jakiś wybór a że była już po 16 to zostaliśmy wręcz oblężeni przez pozostałych jeszcze wynajmujących (prawie wszyscy mieli zdjęcia kwater, co pomaga w podjęciu decyzji). Na nasze szczęście jedna z nich, Ania, pracowała kiedyś w Polsce i dobrze mówiła po polsku. Zniechęceni poprzednimi próbami znalezienia kwater zbytnio się nie targowaliśmy i zgodziliśmy się na cene wywoławczą 5$ za osobę w 3 osobowym pokoju z łazienką (ciepła woda 24h). Ania wraz z Saszą, pilotowali nas czarną Wołgą do celu. Okazało się że domek Saszy jest w raczej biednej części miasta ale warunki nam odpowiadały (lodówka, łazienka z prysznicem, tv sat, taras) do tego 15 min piechotą od centrum. Partyjka Texasa Małe problemy przy wjeżdżaniu na posesje i jesteśmy na miejscu, tak ostrego podjazdu do bramy jeszcze nigdzie nie widziałem, przynajmniej nie martwiliśmy się o samochód. Okazało się że niedaleko była "stołówka" :), dokładniej to spory garaż przerobiony na jadłodalnie dla miejscowych roboli. Nam to jednak nie przeszkadzało, po drodze jedliśmy w gorszych warunkach a tu wszystko rekompensowała cena 4-5 hr za posiłek (1$)!!! Przy domu Saszy były dwa sklepy 1 spożywczy, drugi monopolowy - kupiliśmy pare piwek na wieczór. Po powrocie krótka drzemka, przysznicowanie i pierwszy wieczór w Sewastopolu spędzamy przy kartach i piwku. Młody chyba bardzo zmęczony ;) szybko odpada, następny byłem ja - gumiś zgarnia póle, dopijamy piwka na tarasie i w kimke.



1 | 2 | 3 | 4 | 5

redgda 2005