KRYM

2005

KRYM - Wrażenia z wakacji 2005

Bezkresy Krym
Krym
Krym - relacja z wyprawy 2005
krym
Katalog stron
Krym
Darmowy hosting firmy OVH
krym

Sewastpol cz. II

Pobliska skalista plaza Drugi dzień w Sewastopolu, nareszcie wyspani wstajemy o 11. Śniadanko w "robotniczym garażu", później Ania pokazała nam drogę - ruszamy nad morze. Okazało się ze 5 min od domu Saszy była super skalista plaża. Czysta i ciepła woda, mało ludzi znaleźliśmy sobie wolną skałkę z dobrymi widokami (patrz zdjęcie po prawej). Niestety tym razem moja kolej pilnowania rzeczy. Gumiś i młody powoli schodzą po skałkach, na plażach tego typu bardzo przydają się sandały, Ach te widoki... albo jak ktoś ma specjalne buty do nurkowania, chodząc na boso trzeba bardzo uważać. Pogoda była wspaniała więc postanowiliśmy, że dziś cały dzień spędzimy na plaży i tak też było na przemian kąpanie, opalanie, kąpanie itd. Gdy już trochę się nam znudziło wybrałem się z Tomkiem wzdłuż skałek, czym dalej od wejścia tym więcej nudystów. Chodzenie przy takich skałkach jest niebezpieczne, w niektórych miejscach przechodzi się pod takimi kawałkami, które w każdej chwili mogą się odłamać więc trzeba mieć się na baczności. Piwko na skałce Podczas jednej z kąpieli 300m od nas odłamał się spory kawałek i spadł ze sporej wysokości do wody na szczęście nikogo tam nie było. Dosć szybko przy takim upale skończyła nam się woda. Tomek wymigiwał się jak mogł więc z gumisiem wybraliśmy się po piwko, soczki i jakieś słodycze. Zimne piwko na skale, o która rozbijają się fale smakuje wyśmienicie. Koło 16 fale znacznie się nasiliły, mieliśmy dobrą zabawe w wodzie, skacząc ze skałek w wysokie fale dopóki jedna fala nie rzuciłą mną o skałę. Igranie z żywiołem Wyglądało nie ciekawie sporo krwi, ale okazało się że to powierzchowne zadrapania - jednak mogło skończyć się gorzej - radze uważać. Wracając wpadliśmy na obiad. Na deser gumiś z Tomkiem wsuwali kraby płatne ekstra 4hr/szt. Po drodze jeszcze zakupy i wracamy na kwaterę. Po przysznicach czas na drzemkę i odpoczynek po całym dniu na słońcu. Wieczorkiem jeszcze partyjka pokera, tym razem Chax zgarnia pulę. W takim błogim lenistwie spędziliśmy 5-ty dzień naszej ukraińskiej wyprawy.

Bakczysaraj drugie starcie

Pałac Chanów Krymskich Na piątek zaplanowaliśmy Bakczysaraj - była stolica Chanatu Krymskiego. Miasto leży w wąwozie, a otaczają je Góry Krymskie (około 400m), w których dodatkowo występują przeróżne formy skalne. Jednak przed górami postanowiliśmy zwiedzić słynny Pałac Chanów Krysmkich. W okolicy pałącu naciągacze próbują skasować nas za parkowanie, byliśmy już na to wyczuleni - stajemy 300m dalej. Pałac Chanów Krymskich wnętrze Na dziedziniec pałacu wchodzi się za darmo, ale zachęceni przewodnikiem kupujemy bilety aby zwiedzić komnaty pałacu, co okazało się błędem, dla mnie nie było tam nic ciekawego, pozatym aby np wejść na niewysoką basztę trzeba dodatkowo płacić. Zwiedzanie owianego taką sławą pałacu zajmuje nam 25 min i to głównie przez to, że wszędzie jest tłum ludzi i ciężko przejść do innych pomieszczeń. Z tego co się dowiedziałem po powrocie dziesiejszy wygląd byłej rezydencji chanów Mini grota nie odzwierciedla dawnego bogactwa i przepychu z powodu licznych najazdów był wielokrotnie niszczony i odbudowywany. Korzystając z okazji wstąpiliśmy jeszcze do meczetu na terenie kompleksu, modliła się tam garstka ludzi - warto zobaczyć. Na terometrze 34 stopnie, opuszczamy pałac, w pobliskim sklepie fundujemy sobie po 2 szklanki zimnego kompotu, 1 mineralke na drogę i ruszamy w pobliskie góry. Próba wspinaczki Mimo że góry te nie są wysokie przy panującej temperaturze strasznie się wymęczyliśmy, ale warto obejrzeć ciekawe formy skalne, mini groty, ładne widoki na Bakczysaraj, można zrobić ciekawe fotki (patrz galeria). Jak ktoś lubi to można też spróbować swoich sił w wspinaczce, ale bez lin i odpowiednich zabezpieczeń wydaje się to bardzo ryzykowne, w niektórych miejscach są zamocowane "haczyki" (nie wiem jak się to fachowo nazywa) do wspinaczki. W dolinie Bakczysaraj Polecam wygodne buty - chodzenie w sandałach/klapkach nawet po tak małych górkach jest bardzo męczące. Po 2 godzinach skończyła nam się woda (piwko z termosu troche szybciej), zeszliśmy spowrotem do miasta. Uzupełniliśmy zapasy napojów i udaliśmy się w kierunku skalnego miasta Czutuf-Kale. Po drodze doszło do zabawnej sytuacji. Cały dzień grzało na max wieć po powrocie z gór zostawiłem koszulkę w samochodzie. Gdy dotarliśmy do klasztoru zwanego Monastyr Uspieński babuszki z oburzeniem wydzierały się na mnie, Uspiński Monastyr - klasztor wydrążony w skale wywnioskowaliśmy że chodziło im o to żebym założył koszulkę bo to święte miejsce mimo że staliśmy dopiero pod klasztorem. W sumie nie przejmowałem się nimi za bardzo, ale tacy z nas turyści (za często do przewodnika nie zaglądaliśmy) i sądziliśmy że do skalnego miasta się wchodzi przez ten właśnie klasztor wykuty w skałach. Przed samym wejściem do klasztoru była tabliczka informująca że można wchodzić tylko w ubraniu z długimi spodniami i rękawami no więc cofnąłem się do samochodu po koszulkę. Miejsce Święte - bez koszulki nie wejdziesz! Od klasztoru do pałacu Chanów jest gdzieś z 2.5 kilometra, z czego ostatni odcinek cały czas pod górę. Gumiś i młody mieli poł godziny odpoczynku, gdy wróciłem weszliśmy do klasztoru. W środku garstka turystów stała i słuchała jakiegoś duchownego (my ni w ząb go nie rozumieliśmy) w każdym razie stał przed potężnymi wrotami i wnioskowaliśmy że tamtędy droga do skalnego miasta. Już chcieliśmy wychodzić bo nawijał z 15 min gdy otworzył drzwi i ludzie zaczeli wchodzić, ale co dziwne po chwili wychodzić - Skalne miasto 1 możecie sobie wyobrazić nasze zdziwienie gdy się okazało, że wśrodku jest mała komnata z jakąś ważną ikoną :). Zajrzeliśmy do przewodnika i z pewnymi oporami bo głodni i z niepełną butelką wody ruszyliśmy dalej. Od klasztoru do Czutuf-Kale jest jeszcze spory kawałek, cały czas pod górę, na początku troche od słońca chronił nas las ale końcowa faza na otwartej przestrzeni wymęczyła nas totalnie, ale było warto. Dotarliśmy do skalnego miasta Chutuf-Kale (znaczy Żydowska Twierdza), Skalne miasto 2 znajduje się na płaskowyżu góry, kształtem przypomina półwysep położony ponad 150m nad otaczającym go krajobrazem. Skalne miasto nie jest ogromne, jednak gdy na chwile zatrzymałem się żeby zrobić fotke gumiś i młody gdzieś znikneli. To ja miałem wodę, kluczyki do samochodu, kasę i aparat w plecaku więc spokojnie zwiedzałem i robiłem fotki. Gdzieś po pół godziny, może dłużej znalazłem Tomka, a później gumisia (rozdzielili się żeby mnie szukać). Zrobiliśmy jeszcze pare zdjęć i wycieńczeni bez wody wróciliśmy do samochodu. Skalne miasto 2 Nie mogliśmy znaleźć słynnej piekarni czebureków (placków z których słynie Bakczysaraj) udaliśmy się do żydowskiej restauracyjki. Rzeczywiście czebureki z mięsem były pyszne, zamówiliśmy jeszcze szaszłyki w liściach (nie pamiętam oryginalnej nazwy) a gumiś z młodym jakieś mięso, do tego cola (alkochol był zakazany). Trzeba przyznać że ta przyjemność wyniosła nas dość drogo jak na ukraińskie warunki 140hr z napiwkiem, na szczęście starczyło nam ale wydaliśmy ostatnie hrywny jakie mieliśmy przy sobie. Słynne Czebureki w Bakczysaraju W drodze powrotnej chcieliśmy rozmienić dolary ale oba kantory były już nieczynne. Wymęczeni po całym dniu na nogach w upale przed samym Sewastopolem odbijamy, w stronę morza, nie pamiętam nazwy miejscowości ale trafiliśmy tam dokładnie o zachodzie słońca, popływaliśmy trochę w spokojnej zatoce i wróciliśmy do Sewastopola, mieliśmy jeszcze jakieś klepaki - starczyło na chleb, kolacja i nareszcie w spanie - tej nocy nikt nie miał problemu z zaśnięciem.

Sobota - regeneracja i bibka.

Mieliśmy dziś jechać do Jałty, ale rano byliśmy zbyt zmęczeni wczorajszą wyprawą, wieczorem plan na jakąś imprezkę wiec postanowiliśmy odpoczywać na pobliskiej plaży skałkowej. Tym razem dużo więcej ludzi, i w wodzie pełno małych meduz. Są niegroźne i fajnie się rozlatują na kawałki na plecach gumisia ;). Nad wodą tym razem nie siedzimy długo, popołudniu wybraliśmy się na większe zakupy do jakiegoś hipermarketu - nareszcie lodówka pełna. Prysznic, jeszcze chwila w kimke i szykujemy się na impreze. Tym razem wszyscy testujemy lokalną wódkę, partyjka pokera i wyruszamy do centrum. W okolicy w nocy nie palą się żadnej lampy, każdy zapisuje sobie adres na wszelki wypadek jakby trzeba było wracać samemu. Relacja z tej części soboty jest troche okrojona z wiadomych względów. Pamiętam, że przy jakiejś budzie z hamburgerami młody używając swoich talentów językowych zagaduje 2 dziewczyny Anie i Swiete (znał 2 słowa spasiba i pażałsta). Później z nimi wracamy na dyskoteke na ktrórej już tej nocy byliśmy. W środku obowiązują chyba 2 rodzaje cen bo zapłaciliśmy dość dużo nie pamiętam dokładnie ale za wejście i pare piwek dla nas i koleżanek wyszło coś koło 50 dolarów. Troche pogadaliśmy, pobawiliśmy się, później coś poszło nie tak i dzieczyny wychodzą. Nasz stolik był przy samym wyjściu już szykował się plan żeby nie płacić za ostatnią kolejkę, ale młody chyba nie był w formie na biegi - płacimy i wychodzimy. Poszwędaliśmy się jeszcze chwile, taxa i wracamy. Wbrew obawą nie było ciężko nawet po ciemku trafić na kwaterę.


1 | 2 | 3 | 4 | 5

redgda 2005